Jesteś niezalogowany
NOWE KONTO

Polski Deutsch

      Zapomniałem hasło/login


ä ß ö ü ą ę ś ć ł ń ó ż ź
Nie znaleziono żadnego obiektu
opcje zaawansowane
Wyczyść




Przebudowa ronda, Wałbrzych
Petroniusz (admin): Granica to granica. Nie można zmienić biegu rzeki bez zmiany granicy?
pl. Legionów, Wrocław
Tony: Wstawiłem trochę lepszy skan: .
Społeczna Akademia Nauk, ul. Franciszkańska, Świdnica
Petroniusz (admin): Poprawiam, chociaż nie ja jestem autorem tej fascynującej nazwy. Trzeba zadać pokutę adminowi, który ją wymyślił. :-D
Zdjęcia niezidentyfikowane (Lubsko), Lubsko
McAron: Czytając to wszystko zaraz mi się przypomina jak daleko wyjeżdżała klinkierówka z Gozdnicy czy marmur z kamieniołomów w Sławniowicach.
pl. Piastowski, Jelenia Góra
mietok - Administrator: :) ........ dzięki

Ostatnio dodane
znaczniki do mapy

MacGyver_74
MacGyver_74
StaSta
StaSta
Mmaciek - Administrator
StaSta
Władysław Sikora
Parsley
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
MacGyver_74
stap
baron007
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)
Iras (Legzol)

Ostatnio wyszukiwane hasła


 
 
 
 
Czerwony Młyn
Autor: Rafał z Bielawskich°, Data dodania: 2019-10-22 14:36:40, Aktualizacja: 2019-10-22 18:27:32, Odsłon: 296

Czerwony Młyn

Zbóje z Czerwonego Młyna.

Bielawa nie leży nad Bielawicą, nigdy zresztą nie leżała - jeżeli wierzyć starym mapom. Potok nad którym ulokowało się nasze miasteczko, od samego początku był nazywany Czerwoną Wodą – „Rothe Wasser”. Tak jest opisany na mapie Wielanda z 1736 roku oraz na mapie Reglera z 1764 roku.

Mapy z początku XX w nie odnotowują nazwy naszego potoku, z wyjątkiem mapy z 1938 roku, gdzie o dziwo jest on opisany jako „Peile” czyli … „Piławka”. Obecnie „Czerwony Potok”, czy też „Rdzawka” jak brzmi jego najbardziej chyba oficjalna nazwa kończy swój bieg na wysokości ul.Górskiej i Kopernika, gdzie wpada do Bielawicy. Idąc w kierunku jego źródeł mijamy po lewej stoki Góry Maślanej z jej podziemnymi wyrobiskami i mrocznymi tajemnicami, zbliżamy się do ul.Ostroszowickiej, gdzie wody tego potoku niegdyś zasilały basen kąpielowy (ślady basenu jeszcze można wypatrzeć w terenie) i dalej idziemy aż do Jodłownika. Potok wypływa z gór Doliną (a jakże) Czerwonego Potoku. W pewnej odległości od wylotu doliny potok zagradza grobla, dzięki której powstał staw, a przy nim ruiny zabudowań. To dość obszerne założenie budowlane zwane Czerwonym Młynem. Do źródeł potoku jest jeszcze daleko, płynie sobie dalej przez okolice oznaczaną dawniej jako rejon hm, „Kwaśnej góry?” gdzie podłoże jest silnie zmineralizowane i być może stąd woda nabywa mineralizacji i czerwonawego zabarwienia. Ale my zatrzymujemy się w Czerwonym Młynie.

Pierwszy raz na mapach pojawia się jako funkcjonujący, duży obiekt w 1747 roku. Ale tak naprawdę jego korzenie mogą sięgać nawet średniowiecza, bo wówczas wykorzystywano praktycznie każdą okazję aby zagrodzić płynącą wodę i wykorzystać jej energię dzięki zastosowaniu koła wodnego. Nasz młyn zapewne z czasem obrósł w karczmę, stajnie i obiekty gospodarcze. Na jednej z map składa się z 4 dużych budynków. Obecnie możemy zwiedzać ruiny tych budowli, z dość ciekawymi piwnicami murowanymi z kamienia łamanego. Jeżeli można mówić o typowych rozwiązaniach architektonicznych, to wszystko wskazuje na wyszynk i piwnice na beczki z piwem. Niegdyś to miejsce musiało tętnić życiem, rolnicy przyjeżdżali wozami ze zbożem, a w oczekiwaniu na przemiał godziny spędzali w karczmie przy trunkach i jadle. Zapewne z czasem i zajeżdżali bez specjalnej okazji, tym bardziej, że w tamtych czasach śląskie karczmy słynęły z hucznych zabaw z muzyką i tańcami. Nie inaczej musiało być i w tym młynie. Do czasu.

W latach 1832-34 okolicę terroryzowała banda zbójów. Napadali zuchwale na podróżnych, na oddalone gospodarstwa, nie bali się napadać nawet na całe wioski. Bielawa była za duża na ich możliwości, ale oddalić się od miasteczka było strach. Wydelegowani śledczy szybko wpadli na trop rabusiów i ustalili, że hersztem bandy jest Jung Klinner z Jodłownika, a jego główna kryjówka to jeden z domów Czerwonego Młyna, należący do ojczyma Junga. Zbója ujęto, bandę szybko rozbito, okolica odetchnęła z ulgą. Sam Jung o dziwo nie został powieszony, skazano go „tylko” na 30 lat ciężkiego więzienia. Wyszedł na wolność już jako starzec w 1864 roku i został oddany w opiekę gminie Ostroszowice.

W 1874 roku młyn się spalił, ale dość szybko go odbudowano. II Wojnę Światową przetrwał w dobrym stanie, w 1943 roku jako właściciel nieruchomości (Rothe Mühle Tannenberg 19) został odnotowany wozak Ernst Moese. Po wojnie obiekt popadł w ruinę i tak trwa do dziś.

To jest jedno z ciekawszych miejsc w okolicach Bielawy. Sama dolina jest niezwykle malownicza, a staw i pokaźne ruiny z piwnicami i resztkami wyposażenia nadają jej tajemniczości. Przeciwległy stok jest mocno przebudowany, wykonano na nim wiele tarasów z murami oporowymi, zapewne pod uprawy. Spacerując po okolicy udało mi się wypatrzeć wystający z ziemi ceramiczny dzbanuszek, być może na mocniejsze trunki, zapewne pozostałość po karczmie. Jest tam jeszcze jedna rzecz, która nie daje mi spokoju.

Idąc w górę doliny, tak około 200-300 m poniżej Czerwonego Młyna mijamy po prawej stronie taką jakby drogę wyrąbaną w skale i znikającą w zboczu. Jest wyjątkowo regularna, prosta i wbija się centralnie w stok. Ki czort? Na żadnej mapie nie ma po niej śladu, a na lidarze jest wyraźna. W rzeczywistości jest zalana wodą i pełna pływających liści, nieostrożny turysta może myśleć, że będzie szedł po równym asfalcie pokrytym opadłymi liśćmi i nieźle się zaskoczy. Wygląda na dzieło z okresu II WŚ. W bezpośrednim sąsiedztwie były wówczas zakłady zbrojeniowe (robiono bodajże silniki samolotowe). Czy jedno z drugim ma związek? Czy droga ma dalszy ciąg pod skałami?

https://www.facebook.com/bielawskie/posts/2470078266421550?__tn__=K-R


/ / / / 19 /
maras - Administrator | 2019-10-22 14:48:48
Ciekawe :)
sawa | 2019-11-03 18:25:23
Bardzo :)