Jesteś niezalogowany
NOWE KONTO

Polski Deutsch

      Zapomniałem hasło/login


ä ß ö ü ą ę ś ć ł ń ó ż ź
Nie znaleziono żadnego obiektu
opcje zaawansowane
Wyczyść




Plaża w Międzyzdrojach, Międzyzdroje
Wolwro: Taaa. Jak jest źle, to nie można wykluczyć,że jest dobrze :)
Dom nr 6, ul. Kolejowa, Międzyzdroje
TW40: Przypisałam.
Mapy i plany (Dobromierz), Dobromierz
Tony: Już widzę, były, w latach 70.
Giecz
maras - Administrator: Ok.
Publiczne Gimnazjum im. Janusza Korczaka, ul. Powstańcow, Dąbrówno
maras - Administrator: Na razie będzie gimnazjum, jak coś będzie wiadomo to się zaktualizuje :)
Zdjęcia niezidentyfikowane, Bielawa
Eufrozyna: Teraz widzę,że na dole są małe okienka. To nie ten budynek.

Ostatnio dodane
znaczniki do mapy

Tony
Parsley
maras - Administrator
maras - Administrator
maras - Administrator
maras - Administrator
maras - Administrator
maras - Administrator
Mmaciek - Administrator
MR1990
maras - Administrator
MR1990
Parsley
Parsley
StaSta
StaSta
rok - Administrator
Michał
Michał
Michał
Michał

Ostatnio wyszukiwane hasła


 
 
 
 
Morderstwo w pałacu w Królikowicach
Autor: Mata°, Data dodania: 2019-09-07 16:24:01, Aktualizacja: 2019-09-09 09:10:50, Odsłon: 233

Mord dokonany w Królikowicach przez właściciela posiadłości, opisany w 1810 roku.

                                                                                       Morderstwo w pałacu w Królikowicach

 

W Królikowicach (Krolkwitz) pod Wrocławiem stoi pięknie odremontowany pałac, przebudowany w stylu neorenesansowym na przełomie XIX i XX wieku. W jego murach mieści się dawny pałacyk z końca XVIII w., z zachowanymi starymi sklepieniami i klatką schodową. Mało kto wie, że w tych murach wydarzyło się niegdyś coś strasznego. Poniżej relacja opisana wkrótce po wydarzeniu i przetłumaczona, z niewielką ingerencją autorki, prawie dosłownie:

„W 1810 r. po Dolnym Śląsku krążyła z ust do ust wstrząsając wiadomość o zbrodni jakiej dokonał (5 sierpnia t.r.) w majątku Królikowice jego właściciel von Eisenhart. W straszliwym obłąkaniu zamordował swoją żonę i najstarszą, 11-letnią córkę /Elmirę/ i był to jeden z najbardziej drastycznych kryminalnych wypadków tego czasu. W czasie oględzin doliczono się na ciele żony około 75 ciosów zadanych ostrzem i ran ciętych, a na ciele córki 65. Większość z ich była śmiertelna, prawdopodobnie jednak ofiary nie zmarły od razu lecz w wyniku wykrwawienia. Tak straszliwy czyn wytłumaczyć można jedynie obłąkaniem Eisenharta tym bardziej, że ze swoją żoną /Wilhelminą/ z.d. v.Rechell tworzyli szczęśliwy związek. Sam często podkreślał jej wyjątkową cnotliwość i ogólną doskonałość. Jego córka, najstarsza z trzech jakie mieli, była bardzo miłą istotą i była przez swoją babcię bardzo dobrze wychowana.

Od jakiegoś czasu głową v.Eisenharta zawładnęła myśl, że wszyscy z którymi miał jakikolwiek kontakt są przeciwko niemu, a w ostatnich dniach obawiał się nawet o swe życie i sądził, że żona która starała się mu pomóc, jest także w tym spisku. Do tego dochodził ból głowy na który skarżył się już od kilku tygodni i wysoka gorączka. Z tego też powodu na ten właśnie nieszczęśliwy dzień wezwany był lekarz z Wrocławia.

Rano, dnia 4 sierpnia, skarżył bardzo się na złe samopoczucie. Wezwano chirurga, który zalecił lekarstwo na zbicie gorączki i na wymioty. Po jego wyjściu stwierdził, że ktoś chce go otruć, lekarstwo wymiotne dał psu, do wzięcia reszty medykamentów zmusił kucharkę po czym wepchnął ją do izby i zamknął. Następnie zrobił listę zamówień do zrealizowania w mieście na przygotowywane na następny dzień urodziny teściowej. Wysłał też tam swego ochmistrza z różnymi zleceniami, ponaglając go aby jak najszybciej ruszył w drogę, aby pozbyć się ewentualnego świadka. Wieczorem zamknął w pokoju mamkę z najmłodszym dzieckiem i oddalił resztę ludzi po czym zamknął się z żoną i obiema starszymi córkami w swojej sypialni. Wszystko to czynił z zamiarem morderstwa i dlatego też (wcześniej) naostrzył swoją szpadę. Mimo tych zastanawiających działań nikt nie myślał, aby czemukolwiek zapobiegać, ponieważ sama kobieta zachęcała do tego, aby spełniać wolę męża zapewniając, że nie spał kilka nocy i potrzebuje spokoju i nic nikomu nie uczyni.

Według zeznań samego v.Eisenharta, obudził się on wcześnie, około 3 godziny nad ranem. Jego żona stała przy oknie. Myśląc, że chce wpuścić jego zabójcę zadał jej szpadą kilka pchnięć, ona zaś rzuciła się w ucieczce pod łóżko, zakrywając posłaniem i sprawiło mu wiele wysiłku, aby ją dosięgnąć („tego węża”, jak się wyraził) i zabić. Córki nie chciał zamordować, ale zrobił to, ponieważ ona tak bardzo prosiła o życie dla swej „niegodziwej” matki. Prawdopodobnie złożyła błagalnie dłonie i z tej pozycji poobcinał jej prawie wszystkie palce. Drugie dziecko też bardzo krzyczało, ale gdy mu pogroził i samo schowało się pod łóżkiem.

Po tej rzezi zrobiło mu się lżej i był przekonany, że dobrze zrobił, po czym zasnął na trzy godziny. Mamka, zaniepokojona słyszanym w nocy odgłosem jęku, wyszła wcześnie rano przez oko pokoju, w którym był zamknięta, na dziedziniec. Eisenhart, obudzony przez szmery, zastąpił jej drogę ze szpadą i pistoletem, a potem pobiegł do wsi, krzycząc: wychodzić ! wychodzić ! jestem królem i został w końcu pochwycony na polu. Obdukcja została przeprowadzona zaraz w dniu zdarzenia. Ustawiono go między obydwoma ciałami. Rozpoznał je jak też ociekającą jeszcze krwią szpadę. Nie było widać na nim żadnego wstrząśnienia, ani żadnego śladu skruchy, bardziej zadowolenie. Nieszczęśnik jest trzymany w tutejszym ratuszu. Także w areszcie uważał, że wszyscy mają zamiar go otruć i niekiedy zachowywał się jak szalony. Pewnej nocy, mimo że był zakuty w łańcuchy, próbował udusić jednego ze strażników /.../. Badający go lekarz sporządzili już opinię na potrzeby śledztwa, stwierdzając, że v.Eisenhart popełnił ten mord będąc niepoczytalnym”.

 

Owym nieszczęsnym właścicielem Królikowic był Johann Christoph (*1765-†1823), jeden z czterech synów Johanna Friedricha v. Eisenhart (zm. 1804), wysokiego urzędnika administracji w Berlinie (m.in. szefa policji i prezydenta Berlina) i Johanny Dorothei de Witt (†1822). Służąc jako podporucznik w pułku husarów, odkupił śląskie majątki Krolkwitz i Blumenau od swojej teściowej baronowej v.Reichel z.d. v.Netz, za 41.500 talarów. Nie wiadomo co się z nim działo po dokonaniu morderstw, ale jak widać żył jeszcze 13 lat., zapewne w jakimś odosobnionym miejscu.  Jeden z jego braci Johann Friedrich (*1769-†1823) był słynnym generałem pruskim, a pozostali również osiagali wysokie stanowiska wojskowe.

Wkrótce po tym wydarzeniu "domowy nauczyciel" Hilbert poświecił rodzinie trzy wiersze z adnotacą: "mężowi okrótnie zamordowanej",  "wspomnienie dla zamordowanej jedenastoletniej panienki Elmiry" oraz " przytłoczonej tragedią matce i babce zamordowanych".

 

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                       Mata 2019

 

źródło: Schlesische Provinzialblätter 1796/33, 1810/52/8, 9

 


/ / / / 12 /
maras - Administrator | 2019-09-11 12:01:53
Dramatyczna historia...
Mata | 2019-09-11 15:52:49
Myślę, że można by się doszukać dalszego ciągu tej historii: jak wyglądał proces, jaki był wyrok , co się stało z ostatnią córką., gdzie pogrzebano zamordowane itp. Wymaga to albo przeczesywania całej prasy, notatek kryminalnych itp, a do tego przeczesania akt w archiwum. Była to potężna ówcześnie rodzina, a wspomniany brat to bohater wojenny i wielka "figura". Muszą być jeszcze jakieś informacje, to jednak wymaga miesięcy, a może i więcej czasu na poszukiwania i nie musi przynieść efektów. Historia jest jednak bardzo ciekawa.