Jesteś niezalogowany
NOWE KONTO

Polski Deutsch

      Zapomniałem hasło/login


ä ß ö ü ą ę ś ć ł ń ó ż ź
Nie znaleziono żadnego obiektu
opcje zaawansowane
Wyczyść




ul. Katowicka, Wałbrzych
heck: Takie zderzenie "Wczoraj i Dziś"...
Dom nr 3a-3b, ul. Kolejowa, Opole
Virzzz - Administrator: Na dole zwierzęta (niekoniecznie konie), na górze pokarm - całkiem możliwe. Dotyczy zabudowań gospodarczych w całym kompleksie budynków.
Zdjęcia niezidentyfikowane, Bielawa
Keco: Cześć.Jeżeli to (Männerturnverein e.v. Langenbielau) to ulica Westerplatte 6 (od 1908 roku). Wcześniej według to ulica Kopernika 1.W załączonym linku, dla Turnverein Vorwärts Ober–Langenbielau 1896 w 1921 roku to 25 rocznica powstania.Czy ten mur jeszcze istnieje?
Dom nr 30, ul. Kościuszki Tadeusza, gen., Legnica
Kosa25: Nie jest to długi adres.
pl. Piłsudskiego, Warszawa
Festung: Po prostu wygógluj.
Bogatyńskie Zakłady Przemysłu Bawełnianego (dawne), ul. 1 Maja, Bogatynia
jawc - Administrator: A jaki model kupiłeś, jeśli można zapytać? I jakie wrażenia?

Ostatnio dodane
znaczniki do mapy

Mmaciek - Administrator
jawc - Administrator
Mmaciek - Administrator
phantasma1958
maras - Administrator
blatro
blatro
FM
FM
maras - Administrator
dasio1974
maras - Administrator
blatro
maras - Administrator
ragnar - Administrator
maras - Administrator
blatro
maras - Administrator
blatro
rok - Administrator
blatro

Ostatnio wyszukiwane hasła


 
 
 
 
Pałac Sandreckich w Bielawie
Autor: Rafał z Bielawskich°, Data dodania: 2019-01-22 12:47:47, Aktualizacja: 2019-02-11 12:44:53, Odsłon: 29

Pałac Sandreckich w Bielawie

Zamek w Bielawie

Pisać o historii zamku w Bielawie to pisać o historii samej Bielawy, bo zamek był centrum wydarzeń historycznych i ośrodkiem władzy. Dlatego do tematu podszedłem z pokorą, w sposób sceptyczny traktując źródła, ponieważ w wielu miejscach są ze sobą rozbieżne w relacjonowaniu dat, nazwisk i zdarzeń.

Obecny kształt i rozmiar zamku w Bielawie to jest coś całkiem innego niż przez wieki tam było. Trudno sobie to uświadomić, ale całe to założenie architektoniczne miało również wymiar urbanistyczny. Sam zamek stanowił czubek góry lodowej – cała wielka reszta działa się dookoła. Ponieważ zamek oprócz swojej podstawowej funkcji obronno-reprezentacyjnej był jednak przede wszystkim osią przedsięwzięcia czysto gospodarczego – miał przynosić dochód i pokrywać wszystkie dworskie koszty.

Dlatego dookoła zamku były rozległe place okolone zabudowaniami gospodarczymi, stodołami, stajniami, budynkami służby, stawem, młynem, gorzelnią, browarem i karczmą.  Całość kompozycji uzupełniał dworski park. Nie byle kto tu mieszkał. Kojarzycie film „Trędowata”? Opowiadał o nieszczęśliwym związku guwernantki Rudeckiej i przebogatego ordynata Michorowskiego. Taki właśnie ordynat rodowy funkcjonował  także w bielawskim zamku. Był pomyślany do koncentracji zysków, zapobiegał rozdrobnieniu majątku w wyniku dziedziczenia i był prawną maszyną do robienia pieniędzy. W samych tytułach właścicieli trudno się z początku orientować: graf, hrabia – to norma, a najznamienitszym tytułem był tytuł dziedzicznego marszałka rzeszy niemieckiej, otrzymany z rąk najpotężniejszego władcy ówczesnego świata – Fryderyka II Wielkiego – „der Grosse” jak mówią o nim w Niemczech.

Początki zamku są niepewne. Andrzej Sapkowski znany jako twórca „Wiedźmina”, bohaterem swojej słynnej „Trylogii Husyckiej” uczynił Reynewana z Bielawy (Bielau), którego rodzina była właścicielami Bielawy i w Bielawie właśnie, w swojej siedzibie rodowej wiodła swój spokojny do czasu żywot. Choć to postać wskroś fikcyjna, to jednak w Bielawie jacyś inni „Reynewanowie” zawsze mieszkali, ponieważ od wczesnego średniowiecza miejscowość była siedzibą rodową. Wówczas takie siedziby zazwyczaj budowano z drewna, jeżeli komuś zbywało pieniędzy, lub chciał się pokazać jako wpływowa i ważna osobistość budował sobie motte, czyli założenie obronne z wałem i fosą dookoła, czemu sprzyjać musiała bliskość potoku. Jeszcze bogatsi fundowali sobie w ramach motte kamienną wieżę. Być może nasza obecna zamkowa baszta ma korzenie jeszcze średniowieczne, ale to nic pewnego. Jest dużo bardziej prawdopodobne, że w miejscu zamku był po prostu folwark z zabudowaniami gospodarczo-mieszkalnymi. Cokolwiek w temacie murowanego zamku zaczyna się dziać dopiero pod koniec szesnastego wieku.

Cały wiek XVI to jakiś straszny misz-masz jeżeli chodzi o właścicieli feudalnych Bielawy. Do 1504 roku Bielawa (w części nie będącej własnością katedry Św.Krzyża we Wrocławiu, tzw. części prebendalnej) należała do rodu Pogrello (Pogorzelskich). W tym roku Jerzy Pogrello sprzedaje cały swój majątek, w tym również leżący we wsi Bielawa, Baltazarowi Betch z Lutomii. Dla Baltazara nie był to interes życia, bo chwilę później umiera. Ciekawe co tak naprawdę sądziła o tym interesie jego żona, pewnie nowy majątek źle się jej kojarzył, bo całość od ręki sprzedaje pośrednikom w handlu nieruchomościami – jak byśmy to dzisiaj nazwali. Bielawę nabywa Małgorzata Schleuber, która zaledwie kilka lat później, bo w 1509 roku znajduje dobrego nabywcę w osobie Jana Seidlitz von Schonefeld. Janowi już wcześniej Bielawa przypadła do gustu ponieważ, był już wtedy właścicielem niewielkiego majątku na Dolnej Bielawie.

Nie wiem co było przyczyną kolejnej transakcji, ale w 1529 roku Jan Seidlitz sprzedaje część Bielawy Górnej Jerzemu Ebill von Stein, który 6 lat później odsprzedaje ją Joachimowi von Netz z Ostroszowic. To ważne dla miasta nazwisko. To ten sam von Netz, którego płyta nagrobna jest wmurowana w ścianę naszego kościoła. Panowie von Netz inwestują w relacje z duchowieństwem, łożą na kościół, remontują stare krypty pod kościelną wieżą i każą się tam pochować. Prawdopodobnie leżą tam do dziś.

Sam Jan Seidlitz pozostawia sobie Dolną i Środkową Bielawę, która po jego śmierci przechodzi na braci Wolfa i Henryka Seidlitz von Schonefeld. I to oni dopiero postanowili wybudować zamek z prawdziwego zdarzenia. W 1598 roku wytworny zamek jest gotowy. Jednym z częstych zamkowych bywalców jest zaproszony do Bielawy jeszcze przez Joachima von Netza protestancki duchowny Zacharias Zappius. Jest on autorem pierwszej znanej kroniki Bielawy, obejmującej lata od 1572 do 1611 roku. Jego praca zapoczątkowała powstanie słynnej na okolice zamkowej biblioteki, w której przechowywano bardzo cenne manuskrypty, w tym niezwykle istotny dla historii Jawora rękopis zatytułowany „12 apostołów”. Zappius skrupulatnie zapisuje istotne w jego ocenie wydarzenia, dzięki niemu możemy wejrzeć w codzienne życie i bielawskie sensacje z XVII i XVIII wieku: „29 listopada 1598 roku sołtys Dolnej Bielawy Georg Rab tak szpetnie proboszczowi podczas kazania przygadywał, i to na cały głos, że z rozkazania Pana Collatora von Netza za karę kilka tygodni w kozie przesiedział”. Widać stąd, że komentowanie kościelnych kazań ma w Bielawie wielowiekową tradycję ;) Kolejny dworski kronikarz pisze w podobnym tonie: „W 1621 roku do oberży Hansa Kragera w Bielawie przybył w Niedzielę Palmową pewien jeździec, który 6 wiader wina tam wyżłopał”.

Co ciekawe, zamek stanowił pewnego rodzaju granicę pomiędzy częścią Górną i Dolną Bielawy. Ponieważ w pewnym okresie historii chłopi nie mieli prawa do wzajemnych odwiedzin w sąsiadujących częściach miejscowości, przez kilkadziesiąt lat wytworzyły się dwie na tyle odmienne gwary, że jeśli nawet dochodziło do spotkania mieszkańców, to mieli oni poważny problem w dogadaniu się ze sobą.

Tymczasem po śmierci Jana Seidlitza, jego żona wychodzi ponownie za mąż. Nowy małżonek ma wyraźną ochotę na posiadłość i zapewne pod wpływem namów matki już w 1605 roku, bracia Wolf i Henryk odsprzedają swojemu ojczymowi Krzysztofowi von Rechenberg und Oppach świeżo wybudowany zamek. Ten być może popada w długi, bo zamek wkrótce spienięża. W 1618 zamek wraz z całym majątkiem nabywa nie kto inny jak przedstawiciel znanej nam rodziny: Krzysztof von Netz z Nowej Bielawy. Tym samym Bielawa znów ma jednego Pana. Stosowny akt podpisano 15 maja roku pańskiego 1618. W tym roku wybucha straszliwa dla Śląska i Bielawy wojna trzydziestoletnia, (co wymagać kiedyś będzie osobnej opowieści).

Niezwykle krwawa wojna trzydziestoletnia zakończyła się pokojem, w myśl którego Śląsk miał pozostać katolicki. W celu kontrolowania wypełnienia warunków pokoju, w roku 1667 Bielawę odwiedzają katoliccy wizytatorzy, aby ocenić skutki przymusowej rekatolizacji. Wizytator skarży się mocno swoim władzom na pana na zamku, Heinricha Wolfganga von Netz. Wini go o to, że odciąga swoich chłopów od kościoła, że zaprasza ich na swój dwór, gdzie odczytywane są im potajemnie postylle czyli protestanckie kazania i komentarze do Biblii. Ponadto Heinrich von Netz nie ma zamiaru płacić podatku mszalnego ze swojego majątku, ani dziesięciny, a oprócz tego to złodziej, bo przywłaszczył sobie kościelne 70 talarów zostawiając tym samym pustą kasę kościelną, a także srebrny kielich i że nie może nawet udowodnić iż posiada on prawo patronatu nad kościołem. I w ogóle że to zły protestant jest.

Bardzo ważna data: 1672 – zamek od Netzów kupuje Pani Barbara Sandrecka von Gellhorn. Transakcję zawiera 12 czerwca 1672 roku w jej imieniu Bogusław Sandrecki z Ostroszowic – jej małżonek. „Szlachetnie urodzeni Ernst Heinrich i Joachim Ernst bracia von Netz na Bielawie, zgodnie z prawem przekazali pani Barbarze Sandreczky z domu Gellhorn, w której imieniu występuje poślubiony jej kurator, szlachetnie urodzony Adam Boguslav von Sandreczky z Ostroszowic - a także jej dziedzicom i następcom - dobra majątkowe położone w Nowej, Środkowej i Dolnej Bielawie wraz ze wszystkimi przynależnymi przywilejami i prawami, to jest w szczególności z prawami do rycerskiego zamku, folwarków, ziemi uprawnej, łąk, dziedzicznych poddanych wraz z ich powinnościami i czynszami, z prawami do czynszów rzemieślniczych, pastwisk na terenie całej wsi Bielawa, łącznie także z lennem kościelnym, rzeźnictwem, piekarnictwem, szewstwem i krawiectwem, z prawami do ścinki drzewa, do stawów, młynów, wszelkich wód i rybołówstwa, także do sprawowania niższej i wyższej jurysdykcji, do suszenia słodu, browarów i szynków, opłat celnych, polowań, do nadawania nominacji oraz wszelkich innych praw, a wszystkie te prawa i przywileje według brzmienia i treści aktu wydanego i opublikowanego w 1629 roku przez Urząd Królewski w Świdnicy.

Do zamku przynależało osądzanie poddanych. Surowe wyroki były w tamtych czasach normą: 27 sierpnia 1683 roku została w Bielawie przez miejskiego kata ścięta pewna kobieta nazwiskiem Gumpert za to, że pomagała swojemu mężowi w kradzieżach.

W roku 1699 kolejny graf, Hans Sandrecki, pokłócił się straszliwie z kanonikami z części prebendalnej Bielawy. Poszło o … piwo. Ponieważ prawo dość ściśle regulowało kto ile piwa ma prawo uważyć i sprzedać, miało to proste przełożenie na dochody. Spór ostatecznie zakończył się kompromisem, przed sądem zawarto stosowną ugodę. Jednak uraz pozostał na długo, co miało niebagatelny wpływ na dalsze losy miasteczka.

W 1737 roku zamek się spalił. Po pożarze została z niego praktycznie sama skorupa. Mury zewnętrzne częściowo ocalały, ale wszystkie drewniane stropy, cały dach, wyposażenie – poszło z dymem. Nauczeni tą bolesną lekcją właściciele przystąpili do natychmiastowej odbudowy zamku, tym razem w jak największej części murowanego. Odbudowa poszła bardzo szybko, dwa lata później zamek lśnił nowością.

Już 25 stycznia 1741 roku do nowego zamku w drodze z Otmuchowa przybywa król Fryderyk II Wielki. Królowi towarzyszy eskorta 350 rajtarów. Przybycie młodego króla stanowiło wydarzenie towarzyskie stulecia. Dookoła zamku gromadzą się tłumy ciekawskich, król z okna komnaty gabinetowej pozdrawia wiwatujących mieszkańców. Pan na zamku, hrabia Sandrecki wydaje ucztę, na której goszczą oprócz króla i gospodarza baron von der Heide z Owiesna,  baron von Pfeil z Kluczowej, brat króla Henryk von Hochenzollern oraz królewscy dworzanie i dygnitarze. Podczas uczty król na prośbę pana domu ułaskawia dwóch dezerterów, których miano właśnie powiesić. Służba domowa otrzymuje od niego podarunek w postaci 30 złotych dukatów, a jego brat dokłada ze swojej kiesy kolejne 13. Eskortę zamku oprócz regimentu rajtarów wystawili również mieszkańcy Bielawy. Królowi bardzo podoba się w Bielawie, nawiązuje przyjacielskie stosunki z Hansem Ferdynandem Sandreckim. Kiedy w 1744 roku ma okazję znów być w okolicy, wybór rezydencji jest oczywisty. Król w Bielawie również wypoczywa, pewnego razu podczas samotnej jazdy drogą wzdłuż gór w rejonie Kamieniczek (obecna droga od „Szkoły Leśnej” do ul.Nowobielawskiej) napotyka patrol wrogich Austriaków. Cudem ratuje się, ukryty przez kowala z Kamieniczek (obecnie ul.Korczaka), nieświadomego tożsamości króla. Od tamtej pory ilekroć król miał okazję przebywać na Śląsku zapraszał kowala z Bielawy na dwór i traktował go jak starego i wypróbowanego przyjaciela. Natomiast cały dwór gorszył się widząc z jaką poufałością kowal traktuje monarchę, a król miał z tego niezłą uciechę i satysfakcję.

Król Fryderyk pamięta też o naszym hrabim, w 1758 roku nadaje mu prawa do całości Bielawy: „My Fryderyk z Bożej Łaski król w Prusiech, Wielki Elektor i Kurfist, Suweren i najwyższy Książę Śląska ect. ect. wiadomym czynimy wszystkim i każdemu z osobna, że stosownie do naszego najwyższego zarządzenia z 4 stycznia 1758 roku w ręce Pana Hansa Ferdynanda Sandreckiego, Pana na Bielawie i Uciechowie, na zasadzie wykupu przekazujemy trzy prebendalne części Bielawy, jakie na mocy Aktu Fundacyjnego księcia Henryka IV de tertio Idus Januari (t.j. 11 stycznia) 1288 roku należały do kolegiaty Św.Krzyża i jakie in Protocollo Commissionis z 8 marca 1759 roku wycenione zostały na kwotę 19 584 talarów 12 srebrnych groszy oraz 7 i pół halerza.”

W ten sposób miejscowość zostaje ostatecznie zjednoczona. Hrabia zostaje też uhonorowany tytułem dziedzicznego marszałka szlachty śląskiej. Rodzina zdobywa coraz większe wpływy w państwie, powstaje również majorat, czyli ordynacja rodowa. Według legendy, przy bielawskim zamku rośnie dąb posadzony królewską ręką.

Mijają lata, Bielawa wciąż pozostaje w rękach rodu Sandrecki.

W 1815 roku w zamku zatrzymuje się powracający z Paryża ostatni król Polski, car Rosji Aleksander I Romanow. Zanim przybył do Warszawy, gdzie na placu Trzech Krzyży zbudowano mu bramę tryumfalną i przywitano ułożonym na jego cześć hymnem „Boże coś Polskę”,  jakiś czas spędził właśnie w Bielawie. Wedle przekazów własną ręką sadzi przy zamku kolejny dąb, rosnący obok dębu Fryderyka II Wielkiego. Jeszcze rok po II Wojnie Światowej przy dębach były metalowe tabliczki informujące kto i kiedy je zasadził, ale pewnie w ramach walki o repolonizacje „ziem odzyskanych” poszły na złom.

Jeden z Sandreckich, hrabia Ernst Julius Adolf Erdmann von Seidlitz-Sandreczky bardzo lubił polować. Ponieważ w okolicy zwierzyna była już mocno przetrzebiona, wpadł na pomysł sprowadzenia w nasze góry łownej zwierzyny aż z Sardynii. I stąd się wzięły u nas stada muflonów, a Góry Sowie zyskały własny symbol. Sandreccy próbują nowych inwestycji, fundują między innymi kopalnię srebra i ołowiu „Anna”, położoną w Dolinie Wapiennej w Bielawie.

W dniu 2 XII 1886 roku umiera ostatni pan na zamku, hrabia Hans von Sandretzky. Uroczysty pogrzeb i odprowadzenie zwłok do rodowego mauzoleum na Górze Lodowej Groty  odbyło się 10 grudnia. Zmarły był ostatnim męskim potomkiem tego starożytnego rodu. Jego spadkobierca, Friedrich von Seidlitz-Sandretzky zarządza majątkiem, który w 1905 roku miał powierzchnię 6362 ha. Wedle dzisiejszych cen sama ziemia rolna miałaby wartość ponad 220 mln zł. O takim majątku mówimy.

Hrabia Friedrich von Seidlitz-Sandretzky przenosi w 1908 roku swoją siedzibę z Bielawy do Roztocznika. Zamek pomału pustoszeje, a majątek rodu Sandreckich jest stopniowo wykupywany przez gminę Bielawa i nowych prywatnych inwestorów.

W dniu 3 sierpnia 1930 roku, Ordynat Bielawy, Pan na Roztoczniku, dziedziczny marszałek krajowy Księstwa Śląskiego, dziedziczny członek Pruskiej Izby Panów, Komandor Zakonu Jezuitów, doktor teologii, hrabia Friedrich von Seidlitz-Sandretzky umiera w Roztoczniku na udar mózgu. Ordynacja przechodzi na jego syna – Adolfa von Seidlitz. To od niego miasto Bielawa na uroczystym posiedzeniu Rady Miejskiej w drodze aktu notarialnego kupuje w dniu 1 września 1930 roku cały dworski majątek wraz z zabudowaniami i parkiem o powierzchni 169 morgów za cenę 150 000,00 marek. Ile to by było dzisiaj? 1 marka kosztowała wówczas 2,12 zł, czyli 150 tys marek odpowiadało 318 tys zł, jeden gram złota kosztował w 1930 roku 5,9244 zł, a zatem miasto za zamek zapłaciło równowartość 53,6 kg złota. Wedle dzisiejszego kursu 155 zł za gram to będzie 8,3 mln zł. Chyba nie przepłacili biorąc pod uwagę te wszystkie morgi i budynki.

Jeszcze przed formalnym zakupem zamku, bo już 1 kwietnia 1930 roku gmina Bielawa przenosi tu dwie bielawskie szkoły zawodowe: przemysłową i handlową (Gewerbliche und Kaufmanische Berufsschule). Kierownictwo nad obiema szkołami przejmuje przybyły z Wrocławia Heinrich Seng. Szkoła handlowa liczyła wtedy w trzech klasach 54 uczniów i 22 uczennice. W szkole przemysłowej uczyło się w 287 chłopców i 26 dziewcząt w 12 klasach. W budynku administracyjnym utworzono muzeum miejskie. Ponieważ szkoły potrzebowały więcej miejsca, gmina Bielawa zleciła opracowanie projektu rozbudowy zamku. W 1935 roku powstaje stosowna dokumentacja, 14 plansz z rysunkami inwentaryzacyjnymi i projektowymi jest przechowywanych obecnie w Instytucie Herdera w Marburgu.

Wybuch wojny niweczy jednak wszelkie plany. Szkołę zamieniono w szpital polowy (Reservelazarett). Oprócz żołnierzy Wermacht-u, przebywali tu również jeńcy wojenni z Oflagu VIII B w Srebrnej Górze i Stalagu VIII B w Łambinowicach. Nie wiadomo, czy i ilu jeńców udało się tu wyleczyć, ale zmarło ich kilkudziesięciu. Pochowani zostali w kwaterze dla obcokrajowców, na części wojskowej cmentarza katolickiego. Wśród nich był kontradmirał komandor Marynarki Wojennej II RP, Stefan Frankowski, zmarły 25 września 1940 roku, w wieku 52 lat. Był on w 1939 r. dowódcą Morskiej Obrony Wybrzeża, wzięty do niewoli po kapitulacji Helu. Został przewieziony do Bielawy ze Srebrnej Góry, w mocno zaawansowanej chorobie wrzodowej, gdyż komendantura Oflagu VIII B uważała, że Stefan Frankowski chorobę symuluje. Zmarli tam również żołnierze brytyjscy, wzięci do niewoli w 1940 roku pod Dunkierką: Frederick Fosh i Leonard Jackson.

Przy zamku (obok obecnego przystanku autobudowego) zostaje wybudowana szczelina przeciwlotnicza. Obecnie kompletnie zrujnowana, bo przy okazji budowy w latach 90-tych przyłączy wod-kan do zamku przecięta na pół.

Po wojnie przywrócono obiektowi funkcję edukacyjną, początkowo mieści się to Szkoła Przysposobienia Zawodowego, od 1956 roku Szkoła Specjalna. Rok 1990 to początek działalności Specjalnego Ośrodka Szkolno-Wychowawczego z Oddziałem Przedszkolnym, Szkołą Podstawową nr2, Gimnazjum nr 4 i Zasadniczą Szkołą Zawodową nr 1. Wszyscy uczniowie są zakwaterowani na miejscu, w zamku. Placówka działa do 2013 roku, po tym roku zostaje przeniesiona do Dzierżoniowa.

Obecnie zamek stoi pusty i czeka na nowego właściciela, bo został wystawiony na sprzedaż. Powiat Dzierżoniów życzył sobie za niego w listopadzie 2018 roku 1,2 mln zł. Chętnych nie było.

 


/ / / / 92 /