Jesteś niezalogowany
NOWE KONTO

Polski Deutsch

      Zapomniałem hasło/login


ä ß ö ü ą ę ś ć ł ń ó ż ź
Nie znaleziono żadnego obiektu
opcje zaawansowane
Wyczyść




1937 - XII Ogólnoniemiecki Zjazd Śpiewaczy, Wrocław
maras - Administrator: Raczej nie, to budynek dawnej Volty , a on przed wojną miał numerację taką samą jak dziś.
Szkoła Podstawowa nr 74 im. Prymasa Tysiąclecia Gimnazjum nr 36, ul. Trzebnicka, Wrocław
Lekok: Na zdjęciu nie widać żadnych uczniów.
Budynek D (WPAiE), ul. Uniwersytecka, Wrocław
Lekok: Chyba nie do mnie te aluzje? Przedstawiłem fakty a nie moje poglądy. Próby obniżania kamienic we wrocławskim przypadku nie mają nic wspólnego z ideologią komunistyczną.
Kamienica nr 24-26, ul. Piastów, Nowa Ruda
Danuta B.: Panowie - teraz się mówi LAWENDOWY:). Od razu ładniejszy taki fiolecik.
Budynek nr 11-21b, ul. Skrzydlata, Wrocław
jawc - Administrator: A są znane jeszcze inne realizacje ich projektów na terenie Polski? Jeśli nie, to może wystarczy informacja w opisie obiektu tego kościoła?
Detale zewnętrzne, Borek Strzeliński
Tony: Najciekawsza część płyty, z rytem, niestety została zniszczona. W głębi muru prawdopodobnie znajduje się jej dalszy fragment. Takie umiejscowienie sugeruje, że zabytek mógł pochodzić z wnętrza starszej świątyni i został wykorzystany przy budowie wieży. Jako ciekawostkę dodam, że po drugiej stronie kościoła znajduje się druga, dużo lepiej zachowana płyta z rytem krzyża, wykorzystana jako stopień przed ...

Ostatnio dodane
znaczniki do mapy

StaSta
Ryszard Kumorek
StaSta
StaSta
StaszekM
StaszekM
StaszekM
StaszekM
FM
StaSta
StaSta
t.ziemlicki@wp.pl
blatro
blatro
FM
Jan R
t.ziemlicki@wp.pl
McAron
Popski
StaSta
blatro

Ostatnio wyszukiwane hasła


 
 
 
 
Dom Edyty Stein
Autor: netha°, Data dodania: 2018-12-28 08:08:16, Aktualizacja: 2018-12-29 12:45:44, Odsłon: 489

Dom Edyty Stein

 

                                Dom Edyty Stein

 

                                                              "Die Vier Thürmen"

 

 

 

                                            Nowowiejska 38  Michaelistrasse 38

… ledwie ciężki powóz oddalił się spod bram domu … jeszcze nie zdążył opuścić, wyciągniętej w geście pożegnania ręki za oddalająca się małżonką … a już wzięło go w posiadanie dziwne i niejasne poczucie … nieuchronnie nadchodzących zmian … podświadomie wiedział, że nadchodząca noc będzie dla niego nocą niezapomnianą … dopiero zbłąkany promień słońca bezczelnie plądrujący wnętrze sypialni, dzięki smętnie zwisającej, urwanej do połowy okna zasłonie, uświadomił mu, że tym niezapomnianym będzie jednak późny poranek...krzyk, który brutalnie sprowadził go do świata żywych, który wymusił na powiekach potwornie mozolna wędrówkę ku górze …jednocześnie przerywając lewitacje ducha pomiędzy jawą a snem … zmusił również dwie młode bliźniaczo podobne, skąpo ubrane boginie do desperackiego uzupełnienia owej skąpości stroju truchłem zwisającej z okna draperii … spoczywały nieopodal niego, pod owym wpół zasłoniętym oknem wspierając się o potężny dzban z jego własnego browaru … ich fiołkowe oczy zastygłe w niemym przerażeniu utkwione były w punkcie usytuowanym gdzieś poza nim … ślepia wiekowej matrony mieniły się naprzemiennie … raz miotały snopem iskier nienawiści gotowych podpalić łoże wzburzonej pościeli, na którym spoczywał niewierny małżonek wraz z sypialnią a może i całym budynkiem jednocześnie … po to, aby za chwilę spojrzeniem bazyliszka obrócić w słup soli dwie młódki i przyspawać je na wieki do ściskanego przez nie niczym ostatniej deski ratunku...  podobnego głowie- już od całej minuty- jej byłego męża … pustego dzbana po piwie … zdawałoby się ze tkwiliby tak po wieki, niczym bohaterowie pseudoartystycznej wizji miernego malarzyny zdobiącego ściany pierwszego lepszego przybytku uciech … gdyby nie splunięcie intruza burzącego wcześniejsza atmosferę idylli … krótkie, gwałtowne, pogardliwe spluniecie i trzask drzwi … a zaraz po tym brzęk wyrwanej i rzuconej w kąt klamki … jak również grozę podkreślający cichy szelest sypiącego się z sufitu tynku … Sindermann z rękoma założonymi na piersi … z uśmiechem wspominał owy poranek … przyglądał się z dystansem postaciom umieszczonym na samym froncie budynku … detal a nie żadne tam dzieło sztuki … jak w odległej dla niego przyszłości ktoś określi jego pomysł … lecz dla niego był to symbol wolności … darowany nieświadomie … może i zupełnie przypadkiem … ale jak skutecznie usunął prawdziwie bolesny i zdawałoby się nienaruszalny cierń z jego życia … 

 

 

 

Okupacja Breslau przez wojska napoleońskie na początku XIX wieku, choć krótka, była dla miasta niezwykle brzemienna w skutki. Do zniszczeń i powszechnej śmierci, jakie niosą ze sobą działania wojenne przywykły jest każdy, ale że wojna swoją destrukcyjną siłę potrafi przekuć w coś zgoła odmiennego już takie oczywiste nie jest. Decyzja Hieronima Bonapartego o wyburzeniu murów obronnych i zasypaniu fos sprawiła, że w późniejszych latach miasto zmieniło się nie do poznania. 

 

 

 

 

 

 

 

 

Niewielkie, gęsto zabudowane, pozbawione terenów zieleni miejskiej, ograniczone silnymi fortyfikacjami pruskie miasto było miejscem bytowania kilku tysięcy mieszkańców. Wraz ze zburzeniem murów otworzyła się dla niego podmiejska przestrzeń, dając miastu możliwość szybkiego rozwoju urbanistycznego. Od tej pory powoli, ale konsekwentnie częściami Breslau stawały się okoliczne wsie i osiedla.

 

 

 

 

 

 

 

Na obszarze dzisiejszego Ołbina, ( dzielnicy leżącej na północ od Ostrowa Tumskiego) przyłączonego do miasta w 1808 roku znajdował się teren funkcjonujący pod nazwą „Polnish Neudorf” ( Polska Nowa Wieś). Główną drogą wsi była Neudorfgasse ( Zaułek Nowowiejski) zmieniona później, od pobliskiego neogotyckiego kościoła St. Michaeliskirche na Michaelisstrasse. ( Kościół św. Michała Archanioła, ul. Nowowiejska).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

   Nowe warunki sprzyjały nie tylko dynamicznemu rozrostowi terytorialnemu miasta, ale również rozwojowi turystyki miejskiej- zwłaszcza wycieczek na tereny skąpo lub prawie wcale niezabudowane. Chęć odetchnięcia świeżym powietrzem, obcowania z przyrodą i oderwaniem się od dusznej atmosfery centrum powodowała eksplorację nowo przyłączonych terenów. Wkrótce też zaczęły powstawać tam jak grzyby po deszczu lokale rozrywkowo-usługowe mające na celu połączyć obcowanie z naturą z miejskimi przyzwyczajeniami spędzania wolnego czasu – etablissementy.

Na północ od kościoła św. Michała Archanioła, w rejonie dzisiejszego skrzyżowania Barlickiego i Orzeszkowej znajdował się “ Ogród Ludowy” ( Der Volks Garten) zaś ścieżka wiodąca z miasta do tego ogrodu, częściowo pokrywająca się z dzisiejszą ulicą Edyty Stein nosiła ( 1873) nazwę Fussweg nach dem Volks Garten ( Ścieżka do Ogrodu Ludowego).  

 

 

Od roku 1841 właścicielem działki, na której rozciągał się ogród był niejaki Selbsther.  Wybudował on szereg zabudowań, między innymi najprawdopodobniej dom, którego nazwa „ Vier Thürme”- „Cztery Wieże” czy może „ Pod Czterema Wieżami” pojawia się w 1844 roku.  Zanim wprowadzono system numerowania posesji miejskich, przez wieki stosowano zwyczaj określania kamienic nazwiskiem właściciela lub nazwą zaczerpniętą od umieszczonego na fasadzie budynku godła. Stąd też prawdopodobnie budynek wziął swoją nazwę. 

 

 

 

W roku 1853 teren i zabudowania wraz z „Vier Thürme”  przejął nowy właściciel ( dzisiejsza Nowowiejska 34 – 48) – kupiec i browarnik Sindermann. Powstał browar i przyległy do niego etablissement Brauerei-Ausschank mit Restaurant der Breslauer Sindermann.  Browar istniał w latach 1895- 1905. W reklamie z połowy lat 70-tych Sindermann polecał wyroby alkoholowe ze swego browaru dostępne właśnie w Ogrodzie Ludowym na Michaelisstrasse. 

 

 

 

 

 

 

 

 

   O ile dokładny czas wybudowania kamienicy przy Michaelisstrasse 38 nie jest znany, wiadomo natomiast, że służyła Sindermanowi od lat 50-tych XIX wieku. Oprócz właściciela zamieszkiwali tu również pracownicy browaru, ogrodnik i konserwator. Charakterystyczna kamienica mająca postać czynszowej willi podmiejskiej wyróżniała się nie tylko swym charakterem, ale również standardem i otaczającym go ogrodem od później budowanych kamienic w jej otoczeniu. Okazały i elegancki, dom wyglądał niemal jak z bajki w sąsiedztwie szarych budynków, zamieszkałych przez klasę średnia lub pracującą.  Rozwój i rozrost miasta, jego dzielnic i ulic zmieniała pierwotny charakter zabudowy poszczególnych jego części zmieniając jednocześnie wizerunek nadodrzańskiej metropolii. 

 

   Według ksiąg adresowych z 1910 roku prawo własności do domu przy Michaelisstrasse 38 nabywa Augusta Stein, figuruje w nich, jako wdowa po Zygfrydzie Stein, współwłaścicielem budynku jest jej syn Arno Stein. Śledząc późniejsze zapisy w książkach adresowych dowiadujemy się, że pod dachem budynku mieszkali nie tylko dalsi i bliżsi członkowie rodziny Steinów, ale  między innymi pracownicy składów drewna oraz inne niezwiązane pokrewieństwem z rodziną osoby.

 

Od tej pory dom Steinów był zawsze pełen ludzi, świętowano w nim wielkie rodzinne uroczystości, w jego ścianach toczyło się również zwykłe codzienne życie. Przepełniał go gwar dziecięcych głosów, rodzinnych sprzeczek jak i modlitw odmawianych nad rodzinnym stołem. Jest to również moment, od którego budynek zawsze będzie kojarzył się z rodzina Steinów, nawet wtedy, kiedy formalnie nie będzie już do rodziny należał. Znacznie później będzie nosił oficjalną nazwę Dom Edyty Stein, o „ Die Vier Thürmen” nikt nie będzie pamiętał. 

 

…” … Edyta Stein rzadko mieszkała miejscu znane, jako Dom Edyty Stein, choć odwiedzała je zawsze, kiedy tylko spędzała wakacje w Bresalu. W istocie budynek ten był domem Edyty od 1910 roku do czasu jej wstąpienia do Karmelu. Przeważnie mieszkała gdzie indziej i tylko wracała tu na wakacje lub okazjonalnie, jak podczas pierwszej wojny światowej, na dłuższy pobyt…” S. Batzdorff

 

 Po zakończeniu I w. św. na parterze domu miała swój gabinet lekarski, w którym prowadziła praktyki położnicze i przyjmowała pacjentki Erna Stein. Po 1920 roku swoją praktykę lekarską prowadził również mąż Erny – Hans Biberstein. Hans, Erna i ich dzieci wyprowadzają się w 1933 roku. Po śmierci Augusty w 1936 roku, jako główne lokatorki domu widnieją Róża Stein i Frieda Tworoger z córką Eriką. Obok nazwisk Róży i Eriki, które figurowały, jako zwykłe lokatorki, pojawiają się inne nazwiska, ludzi wynajmujących tam pokoje.

Od roku 1939 żaden członek rodziny Stein nie figuruje już, jako właściciel domu, o którym coraz częściej mówi się, jako o spuściźnie po Steinach „ Stein’s Erbe”. Członkowie rodziny Stein ( dom Augusta przepisała swoim dzieciom) z powodu nowych restrykcji, Żydom nie wolno było posiadać własności, musieli sprzedać dom Aryjczykom. Większość kupców orientowała się w sytuacji, co powodowało drastyczne zaniżanie cen żydowskich nieruchomości. Dom Steinów kupił mistrz murarski Oskar Jandel, który figurował wcześniej w spisie lokatorów domu, a który po 1940 roku widnieje, jako właściciel kamienicy. Według dokumentu wydanego przez urząd katastralny 29 kwietnia 1939 roku przekazanie nieruchomości nowemu właścicielowi odbyło się za 20 tysięcy marek ( ówczesna równowartość 8 tyś. dolarów).

 

Członkowie rodziny Stein zostali zmuszeni do emigracji. Róża wyjechała do Belgii, do nowo powstałego domu katolickiego gdzie miała pracować, jako gosposia zabierając ze sobą ogromną część domowych dóbr i mebli, by pomóc przy umeblowaniu nowego miejsca. Erika Tworoger, wyjechała do Palestyny, by studiować pielęgniarstwo w Jerozolimie.  Pozostała tylko Frieda, którą w 1941 roku zakwaterowano w innym mieszkaniu z kilkoma obcymi kobietami. 

 

 

… „ … w ostatniej wiośnie swojego życia Babcia często siedziała w przypominającej ogród, części tylniego podwórka na leżaku. Później spędziła kilka miesięcy w swoim pokoju na piętrze z oknami wychodzącymi na podwórko i być może wdychała zapach jaśminu, kiedy była już przywiązana do łóżka i nie zostało jej dużo życia. Zmarła w tym pokoju, w domu, który zdobyła pokolenie wcześniej dla swojej rodziny i który stanowił rodzinną twierdzę, punkt ogniskowy i symbol, nawet długo potem, kiedy wszyscy, którzy byli kiedykolwiek z nim związani, zostali rozproszeni po całym świecie …”  S. Batzdorff

 

W czasie wojny wynajemcą lokali w domu była ewangelicka wspólnota kościoła p.w. 11 Tysięcy Dziewic.

 Po roku, 1941 kiedy to Frieda zmuszona została wyprowadzić się do tzw. „żydowskiej wspólnoty mieszkaniowej”, czyli obozu pracy znika ostatni członek rodziny Steinów. Już w rok później w książce adresowej nie pojawia się zarówno nazwisko Stein jak i Tworoger. Tragiczny los rodziny Stern jest podobny losom wielu żydowskich rodzin nazistowskich Niemiec, naznaczonych emigracją lub eksterminacją.

Sam budynek ocalał z wojennej apokalipsy i nie został zniszczony, był jednak wielokrotnie plądrowany przez szabrowników.

Po wojnie przeszedł na własność państwa.  W lutym 1951 roku jego użytkownikiem została Centrala Rozpowszechniania Filmów „Odra Film”.

 

O kupno posiadłości przy ulicy Nowowiejskiej 38 rozpoczęło starania Towarzystwo im. Edyty Stein, założone w 1989 roku. Planowano nie tylko stworzyć ośrodek szerzenia wiedzy o życiu i pracy Edyty Stein, ale ponadto rozpoczęto kampanię o fundusze by budynek gruntownie wyremontować. Miasto zaaranżowało wymianę nieruchomości, dzięki której dotychczasowy właściciel firma Odra- Film przyjęła należący do miasta kawałek ziemi w Śródmieściu w zamian za dom Steinów, którego właścicielem, od 1995 roku stało się Towarzystwo im. Edyty Stein. 

 

Ustawy norymberskie z września 1935 roku oznaczały utratę obywatelstwa i praw z nim związanych przez wszystkich nie-aryjskich obywateli. Żydów wykluczono ze wspólnoty państwowej. Za pomocą tzw. aryzacji mienia żydowskiego, zabierano Żydom ich firmy, majątek oraz posiadłości, które były przejmowane przez nieżydowskich Niemców.

 

   Deportacje Żydów rozpoczęły się tuż po Nocy Kryształowej, kiedy to zabrano siłą 2200 żydowskich mężczyzn i młodych ludzi z Breslau do obozu w Buchenwaldzie. Dalsze deportacje Żydów pozostałych jeszcze w mieście rozpoczęły się w 1940 roku. Wyznaczone osoby były zmuszane do stawienia się w wyznaczony dzień w miejscu zbiórki, mając ze sobą jedynie minimalną ilość bagażu. Głównie z Dworca Nadodrze wywożono ich do gett i obozów koncentracyjnych na wschodzie. Deportacje spowodowały kompletne wygaśnięcie kwitnącego wcześniej żydowskiego życia Wrocławia. Z powodu rosnących prześladowań część Żydów z podjęła decyzję o opuszczeniu swojego rodzinnego miasta.

Od października 1941 roku ostatecznie zabroniono dalszej emigracji Żydów. Na konferencji w Wanssee w styczniu 1942 roku podjęta została decyzja o deportacji i zagładzie wszystkich Żydów całej okupowanej Europy. Do listopada 1941 roku deportacje toczyły się systematycznie i regularnie. Do połowy 1944 roku ludność żydowska została z małym wyjątkiem wywieziona na wschód, w co najmniej 15 transportach. Celem transportów było getto w Kownie i obozy koncentracyjne w Terezinie, Sobiborze, Bełżcu, Majdanku i Auschwitz. 

   Dwuipółkondygnacyjna, siedmioosiowa budowla murowana z cegły wzniesiona w linii zabudowy ulicy. Tynkowana, ozdobiona dekoracją architektoniczną. Łączy w sobie charakter kamienicy bliźniaczej i czynszowej willi podmiejskiej z rozbudowanym, jako mezzanino poddaszem (półpiętro, niska kondygnacja zazwyczaj stanowiąca ostatnią kondygnację, przeznaczona na pokoje dla służby, dzieci lub gości). Symetrycznie rozwiązana elewacja, płasko boniowana z jednoosiowym pseudoryzalitem mieszczącym wejście do obszernej sieni z klatką schodową i ozdobionym na pierwszym piętrze niszą, którą tworzy para jońskich półkolumn zwieńczonym pełnym belkowaniem (etikula ozdobna z zrekonstruowanym Kartuszem- motyw ornamentowy).  Fasada zdobiona stiukowa ornamentacją.

   Okna piano nobile (kondygnacja mieszcząca pomieszczenia o charakterze reprezentacyjnym) zostały zwieńczone ozdobnymi trójkątnymi naczółkami. Zwieńczeniem budowli był gzyms koronacyjny.  Kamienica poprzedzona ogródkiem  po dwóch stronach domu , z krzewami i kulistymi akacjami, oddzielonym od chodnika żelaznym płotem z brama misternej roboty.

   Osią kompozycji wnętrza jest centralnie umieszczona sień przejazdowa, z której wejścia prowadziły do dwóch identycznie rozplanowanych dwukondygnacyjnych mieszkań posiadających nowoczesny układ korytarzy z reprezentacyjnymi pokojami od frontu. Zachowała się oryginalna żeliwna klatka schodowa oraz stolarka drzwiowa.  Okrągła klatka schodowa prowadziła na piętro, na którym był elegancki po kój bankietowy z dołączoną palarnią, oba przestrzenne i z inkrustowanymi parkietami.

 Z zapisków pozostałych po Edycie Stein dowiedzieć się możemy, że najbardziej okazały i reprezentacyjny salon na pierwszym piętrze domu był oddany do jej dyspozycji, jako gabinet, kiedy przyjeżdżała do domu, odbywały się również w nim słynne seminaria filozoficzne. Na piętrze mieściły się również sypialnie i obszerna ogrzewana łazienka, wyposażona w wannę i toaletę, służąca wszystkim mieszkańcom domu.  

 

 

… „ … W południowej stronie pierwszego piętra znajdowały się dwa okazałe pokoje długi na trzydzieści trzy stopy Sala z czterema ogromnymi oknami i dodatkowo trochę mniejsza, choć wciąż obszerna palarnia.  Sala miał parkietową podłogę inkrustowaną różnokolorowym drewnem w ogromny romboidalny wzór. W południowo-wschodnim rogu salonu stał imponujący fortepian firmy Bechstein należący do mojej mamy, we wspomnieniach przypominający rozmiarami pas startowy odrzutowca, a który nigdy nie mógł się zmieścić na naszym małym mieszkaniu na poddaszu. Jedynym meblem, który może mógł się równać z tym instrumentem pod względem rozmiaru i wagi, był monumentalny stół, ogromny potwór o fantazyjnie wykręconych nogach. Na uroczyste okazje stół ten mógł być powiększony do zadziwiającej długości, dzięki użyciu niezliczonych wkładek, zajmując niemal całą przestrzeń ogromnego pokoju. Zgodnie z tradycją, działo się tak na ślubie moich rodziców i na osiemdziesiąte urodziny Babci Stein. Jeszcze jeden mebel, który dobrze pamiętam, to czarne lakierowane biurko cioci Edyty z raczej niewygodnym krzesłem [ …] Pamiętam straszną historię, która mogła się skończyć tragicznie. Pan Schmidt, zegarmistrz z drugiej strony ulicy, jednej nocy wystrzelił z pistolet u powietrze, by nakłonić kilku hałaśliwych przechodniów do odejścia. Strzał najwyraźniej przeszedł po przekątnej przez okno, powyżej biurka cioci Edyty i wbił się w sufit. Nikt nie został zraniony, gdyż rodzina Steinów zwykła była kłaść się spać wcześnie, tak więc nikt nic nie zauważył do następnego ranka…” Ernst Ludwig Biberstein

 

… „ … nasza rodzina mieszkała pod samym dachem. W czasie małżeństwa moich rodziców południowa część poddasza przemieniła się w czteropokojowe mieszkanie. Wysunięty najbardziej na wschód pokuj z dwoma oknami był naszym salonem. Następne drzwi to kuchnia, ogromne pomieszczenie zawierające cos na kształć służbówki oddzielonej zasłonka. Za przyległą zewnętrzna ściana bez okien rozciągał się długi, ciemny korytarz rozdzielający wschodnie pokoje od dwóch zachodnich. Były tam: sypialnia moich rodziców i pokój dziecięcy. Po północnej stronie poddasza mieściły się dwa pomieszczenia przeznaczone przede wszystkim do suszenia prania oraz przechowywania walizek oraz innych przedmiotów, niebędących w codziennym użyciu. W zachodniej części poddasza, za drewnianym przepierzeniem znajdowała się toaleta. Poddasza nie były ogrzewane. Inne pokoje miały kaflowe piece, podczas gdy niższe piętra już miały centralne ogrzewanie parowe…”… Ernst Ludwig Biberstein

„ … mój brat ( Ernst Ludwig Biberstein) nie wspomina o walce ze szczurami, która musieli stoczyć na nieukończonym poddaszu rodzice we wczesnym okresie. Mama często opowiadała horrorze nocnego korzystania z toalety, w której mogła spotkać gryzonie. Ojciec był zmuszony rozprawić się z tymi nienawistnymi stworzeniami za pomocą wiatrówki… „… Susanne Batzdorff.

 

Z tyłu domu zamontowane były oprócz trzepaka i piaskownicy drążki do ćwiczeń gimnastycznych dla dzieci. Po murach domu pięły się winorośle.

 

   Od 1997 roku przy wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej przeprowadzano remont budynku. Dodano nową wysoką, szklaną nadbudowę nad odtworzonym gzymsem koronacyjnym z salami konferencyjnymi mocno kontrastującej z neorenesansową stylistyką obiektu. Nadbudowa tworzy trzecią kondygnację. W ryzalicie tylniej elewacji umiejscowiono windę. Przywrócono płotek i ogródek przed kamienicą. Wyremontowano pomieszczenia piwniczne, nadając im charakter użytkowych sal.

   Obecnie wnętrza przebudowano na cele konferencyjne i muzealne.  Sam dom ma być międzynarodowym centrum pojednania polsko-niemiecko-żydowskiego oraz dialogu chrześcijańsko-judaistycznego.

 

Od 1995 roku po dzień dzisiejszy właścicielem budynku jest Towarzystwo im. Edyty Stein, które od 1999 roku ma tutaj swoją siedzibę. Budynek z chwilą przejęcia wymagał kapitalnego remontu, który przeprowadzono dzięki poparciu i życzliwości władz państwowych, instytucji i organizacji, przedstawicieli kościoła i osób prywatnych w Niemczech i Polsce oraz przychylności władz miejskich. W gromadzeniu dokumentacji i materiałów dotyczących historii kamienicy i jej dawnego wygładu nieoceniona pomoc wnieśli nielicznie już żyjący członkowie rodziny Edyty Stein. Dzięki ich wkładowi prawie precyzyjnie odtworzyć można nawet umeblowanie poszczególnych pokoi. 

Tablicę pamiątkową w języku polskim, niemieckim i hebrajskim odsłonił Prezydent Wrocławia w dniu 10 sierpnia 1992 roku w pięćdziesiątą rocznicę śmierci Edyty Stein.  Znajduje się w miejscu, w którym kiedyś wisiał lekarski emblemat Erny obok dzwonka, którym wzywano ja nocą.W październiku 2008 roku wmurowano również w chodnik przed budynkiem, jako pierwszy w Polsce Stolperstein Edyty Stein.

Stolperstein – kamień, o który się potykamy- na pomysł wmurowywania w chodniki betonowych kamieni z mosiężnymi tabliczkami, będącymi sposobem na wskrzeszenie pamięci o tych, którzy nie mają swoich grobów wpadł Günter Deming. Niemiecki artysta jeździ od lat po całym świecie wmurowując symboliczne kamienie z wyrytym na nim imieniem i nazwiskiem upamiętnionej osoby, jej datą urodzin, śmierci i losem, jaki ją spotkał. 

 

 

…”… Kiedy odwiedziliśmy dom w czerwcu 1995 roku, było to po raz pierwszy od naszego wyjazdu w lutym 1939 roku. Miałam wtedy 17 lat, a teraz mam prawie siedemdziesiąt cztery. Kilku członków Towarzystwa im. Edyty Stein we Wrocławiu towarzyszyło nam podczas tej historycznej wizyty. Szczerze mówiąc, nie w ten sposób wyobrażałam sobie powrót do domu mojego dzieciństwa. Oczekiwałam tego wydarzenia z mieszanym uczuciami. Mogło być traumatyczne lub chociażby stresujące. Takie doświadczenie, pomyślałam, powinno być przeżywane samotnie lub tylko z bliskimi członkami rodziny, ale nie z tabunem obcych. Na początku członkowie Towarzystwa byli niechętni pomysłowi wpuszczenia mnie do środka, ponieważ wiedzieli, że dom jest zaniedbany i martwili się, ze zrobi na mnie nieprzyjemne wrażenie. Jednakże po pewnym wahaniu doprowadzili mnie i członków mojej rodziny do drzwi frontowych. Ktoś włożył mi ogromny klucz do dłoni. Zamek nie od razu się otworzył. […]  Babcia miała zamiar zostawić swój dom dzieciom jako spuściznę i miejsce , w którym rodzina mogła by się zawsze  gromadzić. Umierając, nie mogła przewidzieć rozsiania jej ukochanych po świecie i tragedii, jaka ich spotkała. My, jej potomstwo, znajdujemy pewne pocieszenie, wiedząc, że teraz to miejsce poświęcone jest wartościowej sprawie, lepszym relacjom między ludźmi różnych wyznań i narodowości. […] Odwiedziliśmy dom w czerwcu 1995 roku, kiedy prace renowacyjne jeszcze się nie rozpoczęły, i znowu w czerwcu 1997 roku, kiedy dookoła kłębili się pracownicy i zainstalowano windę. Kabina windy stała z tyłu domu, gdzie my, wnukowie Augusty Stein zwykliśmy się huśtać na kłodach, zwisać z barierki lub zakopywać w piaskownicy. Jako dzieciaki biegaliśmy po dębowych kręconych schodach lub ześlizgiwaliśmy się po poręczach, ale podczas naszej wizyty w 1995 roku takie zachowanie było wysoce ryzykowne i nie każdy z nas miał ochotę spróbować...[…]… Przygotowałam się na bolesne doświadczenie, ponownego odwiezienia tego miejsca mojej młodości, ale byłam zaskoczona. Ta pusta skorupa, z której uciekła moja przeszłość, nie miała mi już nic więcej do przekazania. Po powrocie do domu napisałam wiersz mówiący o mojej reakcji na to spotkanie…”… Susanne Batzdorff

Dom – 56 lat później

Klucz przekręca się, niechętny

By otworzyć znajome drzwi-

Wewnątrz zieje pustka;

Szare, okopcone ściany,

Skrzypiące poręcze pełzną

Wzdłuż krętych schodów.

 

Czy zwinne stopy,

Hop, wskoczą tutaj, idąc po tych schodach

Po dwa stopnie, jak dawniej,

W czasie przed czasem?

 

 

 

Życie rodzinne, głosy, śmiech

Piosenki, akordy pianina,

Gdzie się podziały?

Nawet duchy

Unikają tych sztywnych wnętrz.

Czy te ości żyją?

Czy te ściany mówią?

Nie do mnie.

Wspomnienia uciekły,

Nie dzwonią w te ściany.

Być może, kiedy wyjechaliśmy,

Podążyły za nami

Na obce ziemie,

Otulając nas jak aksamit, miękko.

 

Ten dom

Ma historie do przekazania,

Sekrety do wyjawienia,

Ale nie mnie.

 

 

Musze teraz spojrzeć

Ku nowym brzegom,

Gdzie mieszka przyszłość,

Gdzie rosną dzieci,

Gdzie młode stopy zeskakują

Po innych stopniach.

Musze opuścić to miejsce sama,

Raz i na zawsze.

Ten dom, starszy ode mnie,

Ma inne życia do przeżycia.

A co się tyczy moich wspomnień,

Żyją we mnie. 


/ / / / 38 /
Mmaciek - Administrator | 2018-12-29 09:59:36
Świetny artykuł! Wspaniała praca :)
maras - Administrator | 2018-12-29 11:20:15
Kapitalne!
netha | 2018-12-29 11:38:08
:)